środa, 26 czerwca 2013

Prolog

      Ponury budynek, gęsto porośnięty bluszczem zionął ponurością, smutkiem i złymi mocami.Ile mrocznych tajemnic kryły te kilkusetletnie mury przez setki lat ukrywającnajwiększych zwyrodnialców, jakie nosiła ziemia?
         Ciemne chmury zbierały się nad dachembudynku, przeszywający wiatr napływający znad Atlantyku wyginał gałęzieposępnych, powyginanych drzew, porastających drogę prowadzącą pod drzwi. Pierwszygrzmot wyrwał ze snu siedemnastoletnią Cillę Leclaire. Otworzyła oczy koloruakwamaryny i z szybko bijącym sercem wpatrywała się w sufit. Już niedługo miałnadejść świt a wraz z nim kolejne zdanie do wykonania. Wzdrygała się na samąmyśl o spotkaniu z człowiekiem, który kazał siebie nazywać Ojcem. Każda minutaw jego towarzystwie było jak spotkanie z samym diabłem. Spróbowała nie myśleć otym co ją czeka wraz ze wschodem słońca, jednak kiedy zamknęła oczy jegookropna twarz wciąż stawała jej przed oczami.
         Podciągnęła kołdrę pod same uszy,pragnąc oddzielić się od posępnie umeblowanego pokoju. Zacisnęła mocno powieki,chcąc z całych sił odgonić swoje własne demony, ale wtedy właśnie otworzyły siędrzwi wpuszczając na moment nikłą smużkę światła, która zniknęła kiedy drzwiponownie się zamknęły.
         - Cillo, Ojciec chce z tobą mówić –usłyszała drżący głos Moyry, która jak zwykle błędnym wzrokiem lustrowała każdezakamarki. Nerwowym ruchem oplatała sobie włosy wokół palca wskazującego. Patrzącna nią Cilla zawsze miała wrażenie, że ogląda mocno wystraszone i poniewieranezwierzę, a przecież to była jej matka, kobieta tracąca zmysły.
         - Już? – szepnęła Cilla, ciaśniejotulając się kołdrą.
         - Dalej, dalej – mruknęła Moyra,gładząc włosy dziewczyny i zdzierając z niej kołdrę – on nie ma czasu, musiszszybko zejść do salonu. Ma dla ciebie niespodziankę, kochanie – Moyra zamarła ipustym wzrokiem wpatrywała się w córkę a potem potrząsnęła głową i uśmiechnęłasię szeroko – Naprawdę ci się spodoba! – powiedziała i wybiegła z pokoju.
         Cilla przełknęła ślinę, czując chłódprzenikający ją do szpiku kości. Zsunęła się z łóżka, dotknęła bosymi stopamizimnej podłogi i lekko drżąc ruszyła na poszukiwanie szlafroka. Znalazła gowśród innych starannie ułożonych w kufrze, oznaczonym inicjałami CL. Owinęłasię nim dokładnie, zwalczając pokusę aby wejść do kominka w sąsiednim pokoju i zapomocą sieci Fiuu znaleźć się w jakimś bezpiecznym miejscu, z dala od tegoponurego domu. Była jednak pewna, że przed tym potworem nie ma ucieczki,wszędzie by ją znalazł a kara jaka by ją spotkała za okazane nieposłuszeństwobyłaby okrutna i wymierzona nie tylko w nią ale i Moyrę.
         Usuwając ze swojego umysłu wszystkiełatwe do odczytania negatywne uczucia zeszła po schodach do mocno zaniedbanegosalonu. Meble stały zakurzone, pokryte pajęczynami, z sufitu zwisał niegdyśpiękny kryształowy żyrandol. Na środku pomieszczenia na dużym fotelu siedział Ojciec,muskularny mężczyzna w wieku około czterdziestu pięciu lat. Twarz miał pociągłąz dużym, orlim nosem, wąskie wargi rozciągnięte miał w paskudnym uśmiechu,głęboko osadzone fiołkowe oczy przeszywały dziewczynę na wskroś. Kiedy Cillaweszła do salonu, kurtuazyjnie podniósł się z fotela i skłonił z galanterią, wytrzeszczającbiałe zęby.
         - Moja droga Cillo – powiedział melodyjnymgłosem, podchodząc do niej i ujmując ją dłoń – Jak zawsze miło mi cię widzieć –dotknął suchymi wargami jej skórę. Dziewczyna z trudem powstrzymała się odwyrwania mu ręki. Jego dłonie były lodowate, podobnie jak jego głos na pozórpodszyty spokojną łagodnością.
         - Ciebie również, Ojcze – skłamała zuśmiechem, patrząc prosto w jego fiołkowe oczy – Podobno masz dla mnieniespodziankę – powiedziała zerkając kątem oka na Moyrę, która próbowała wtopićsię w wyblakłą tapetę.
         Ojciec uśmiechnął się z odrobinąodrazy, podążając za wzrokiem dziewczyny. Cilla nigdy nie mogła zrozumieć cotak naprawdę łączyło Moyrę i Ojca. Czasem odnosiła wrażenie, że byli kochankamijednakże w chwilach takich jak ta szczerze w to wątpiła. Swoje zniszczenieMoyra głównie zawdzięczała w końcu jemu. Oddała mu siebie, swój dom a także, coCilla przyznawała z gorzkim rozczarowaniem własną córkę.
         - Tak – przyznał uważnie przyglądającsię jej twarzy – Mam dla ciebie niespodziankę, która bardzo cię ucieszy –pogłaskał dziewczynę po policzku, puścił jej dłoń i wrócił na swój fotel. Założyłnogę na nogę. W tej chwili Cilla wyczuwała w nim władzę i wielkie pokłady czarnejmagii. Wyglądał jak król spoczywający na swoim tronie i przemawiający doswojego sługi.
         Zadowolona, że w końcu uwolniła się oddotyku Ojca, patrzyła na niego czekając, aż w końcu powie jej co to zaniespodzianka. Była pewna, że to nie jest coś co ucieszyłoby normalną siedemnastolatkę,takiego jak bombonierka cukierków czy flakon perfum. Na pewno nie, takiczłowiek jak Ojciec miał zupełnie inne poczucie wartości i radości.
         - Cóż to za niespodzianka? – spytała zudawaną ekscytacją. Miała wiele lat aby doskonale nauczyć się hamować swoje prawdziwereakcje i zastępować je tymi nieprawdziwymi, których się od niej oczekiwało.
         - Czeka cię ostatnie zdanie –powiedział wolno – musisz ostatecznie rozwiązać sprawę.
         Cilla zamarła z głośno bijącym sercem. Poraz pierwszy wystawiła swoje uczucia na widok. Nigdy nie spodziewałaby się takiegoobrotu sprawy. Plątanina uczuć, która w niej wybuchła zaczynała ją przytłaczać.Ostateczne rozwiązane sprawy. Miała ochotę uciec i płakać. Oczywiście musiałaszybko zebrać się w sobie, aby Ojciec niczego nie zauważył.
         - Ostatecznie rozwiązać? – powtórzyła słabo.
         - Tak, to już koniec twojej roli w tejsprawie.
         - Czyli, muszę…
         - Na Boga Cillo, to już koniec! Musisz tylkodokończyć to co zaczęłaś – zerwał się z fotela i ujął jej twarz w dłonie,patrząc prosto w oczy powiedział – liczę na ciebie i wierzę w twoje możliwości.Dasz sobie radę – uśmiechnął się rozbrajająco – Po prostu masz ich zabić.
         Dziewczyna zaśmiała się cicho, walczącz ciężarem rodzącym się w jej żołądku i obrzydzeniem do Ojca a także do siebie.
         - Zabić – powtórzyła szeptem.
         - Zabić – powtórzył Ojciec składającpocałunek na jej czole.